Above the Clouds

Sobą

Oddech

Zamiary

Słowo jest z nami

Stromo z bestiami

Pomost, egzamin

Owoc, pergamin.

Słowo niech strawi

Sobą niestałych

Srogo zbesztanych

Robopętanych.

Mnogo odpalił

Co wrogo Stalin

Togą wciaż gaił

To go kochali.

Wodą nie splamisz

Rodowód mamy

Modą nie gramy

Błogo jest w auli.

Brodą spływały

Będą banały

Tęgo nieznanych

Lądów szukamy.

Nikt nie woli tkwić w niewoli

Chociaż każdy nosi kulę

Wielu marzy o swawoli

Lecz są tacy co wogóle

Tylko kawałek przestrzeni

I w zasadzie to już wszystko

Ciut błękitu i zieleni

Trochę tlenu i promieni...

Po co komu góra złomu

Uprawiamy autorturę

Chciałby czasem zejść do schronu

Albo wdrapać się na górę.

Spojrzeć, ale już z dystansu

Nic, a nic już osobiście

Od kołysek aż do starców

Tylko wolość, trawa, liście.

Nad wyraz ciekawy

Zawijasz rękawy

Pocierasz swe dłonie

Odbierasz co Twoje.

Zatrzymał się zegar

Zaczynasz się gniewać

I widać, że nie tak

Ważyłeś ten nietakt.

Marzyłeś inaczej

Kreśliłeś w atlasie

Prosiłeś i raczej

Głaskano twe prace.

A teraz, a teraz 

a teraz, a teraz

a teraz, a teraz

Materac.

Wave

GOBER

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black Twitter Icon
  • Black SoundCloud Icon
  • Black YouTube Icon

© 2023 by T Kahn. Proudly created with Wix.com